To nie jest materiał o zapinaniu spinek. Ani o innych powielanych miliard razy elementach, które widzieliście dwa miliardy razy w social mediach i blogach.
To dokumentalne, autorskie i oryginalne spojrzenie na dzień Waszego ślubu. Spojrzenie, którego się nie spodziewacie. Wolę przesadzić niż zanudzić. Czy jesteście gotowi?
Jeżeli więc to na czym Wam zależy to szczerość, autentyczność, to klimat Waszego dnia, nie przekłamany, niezmieniany na siłę. Jeżeli to na czym Wam zależy to poczucie humoru, dystans i luz. Emocje i wzruszenia, ale te nieudawane. Jeżeli w końcu chcecie żeby to były fotografie trochę inaczej lub nawet bardzo inaczej niż to wszystko co w ślubnym mainstreamie obecnie.
To jesteście we właściwym miejscu.
To na co chcę Was namówić nie jest tylko zapisaniem Waszych wspomnień na kartach aparatów. Chcę Was zaskoczyć, pokazać smaczki, ogóły i szczegóły, konteksty, rozmowy, tańce, papierosy i latające włosy. Wszystko to w formie tak nieoczywistej jak tylko potrafię.
Czy można znaleźć najładniejsze drzewo ogrodzie, powiesić na nim sukienkę i sfotografować? Oczywiście, że można. Czy zrobiono takich ujęć krocie? Oczywiście, że zrobiono. Czy trudno znaleźć ładne drzewo, powiesić suknię i zrobić zdjęcie? Niekoniecznie. Można jednak zostawić sukienkę w miejscu, w którym wisiała, obserwować, interpretować, bawić się konwencją. Może podejdzie do tej sukni ojciec Panny Młodej i będzie na nią spoglądał jakby sam chciał ją przymierzyć. Kto wie! Dla mnie to też za każdym razem piękna niespodzianka, którą z radością odpakowuję.
Sesja to sesja. A reportaż? Zero pozowania (za wyjątkiem sesji rodzinno-grupowej!). Zero przeszkadzania Wam podczas ślubu i wesela. Zabawa formą i konwencją. Reportaż społeczny, dokumentalny. Tak prawdziwy jak to tylko możliwe.










